Polskie zwyczaje i tradycje

polskie zwyczajeJacy jesteśmy i dlaczego tacy jesteśmy, to ciekawe zagadnienie psychologiczno-socjologiczne. Właściwie każdy z nas ciekawy jest zarówno samego siebie, jak i ludzi wśród których mieszka. Co dociekliwsi by poznać własną osobowość sięgną do książek popularno naukowych traktujących o psychologii, poddadzą się różnym testom, które być może pomogą im poznać własne mocne i słabe strony charakteru. Jeszcze ciekawszym jest, dlaczego ludzie zamieszkujący dany teren zachowują się w określony sposób, dlaczego intuicyjnie wybierają typowe dla danego regionu rozwiązania? Skąd biorą się narodowe wady i przywary? Dlaczego pewne cechy są dominujące, a inne wręcz zanikają?

Socjologia próbuje na te pytania odpowiedzieć. Pewną podpowiedzią w badaniach z pewnością będzie wnikliwe zaobserwowanie i przeanalizowanie współczesnych i dawnych zwyczajów i obyczajów polskich. Co wpłynęło na to, że Polaków uważa się za bardzo przesądnych? Dlaczego nie potrafimy niczego załatwić zgodnie z prawem, tylko staramy się zawsze oszukać i „przykombinować”? Dlaczego jesteśmy malkontentami? Czemu nie potrafimy bawić się i śmiać serdecznie, czemu potrzebujemy podniety w postaci alkoholu?
Staropolskie obyczaje są wciąż żywe i w mniej lub bardziej zmienionej, czy zmodyfikowanej postaci istnieją do dziś. Jesteśmy przesądni, bo nasi pogańscy przodkowie nie znali prawdziwej wiary, ale intuicyjnie wyczuwali, ze świat duchowy istnieje. Stąd narodziły się zwyczaje mające duchy i demony wprowadzić w dobry nastrój i spowodować, że będą ludziom przychylne. A że trudno się wyzbyć się starych przyzwyczajeń pomieszano to co nowe, z tym co już było.

Biblię i pogaństwo zmieszano w szaroburą masę nieporozumień. Dziś niby niewinna noc świętojańska, czyli sobótka, to nic innego jak oddawanie demonom hołdu z prośbą, aby zaprzestały deszczu i pozwoliły dojrzewać gospodarczym roślinom. Święto Zmarłych (Wszystkich Świętych) to nie jest niewinna pamięć o przodkach, ale schrystianizowane na siłę obcowanie z duchami. Obchodzenie Wielkanocy niestety nie ma prawie już nic wspólnego z Jezusem, bowiem jego ofiarowanie nam życia wiecznego pomieszano z odradzaniem się życia na ziemi, z cyklem rozrodczym zwierząt i roślin… Pisanki, jaja to magiczna płodność… Talerz dla zbłąkanego wędrowca pozostawiany podczas Wigilii Bożego Narodzenia, tak naprawdę był zachętą dla demonicznych odwiedzin zmarłych… Dlaczego tacy jesteśmy? Z niewiedzy? Z intelektualnego lenistwa? Z braku refleksji? A może z wyboru… bo tak właśnie jest nam dobrze być z daleka od tego chrześcijańskiego Boga, który nie wiadomo dlaczego dał się zabić i mówi, że zrobił to dla nas byśmy mogli żyć… Może wolimy pozostawać w ciemności… może wolimy mieć tylko ułudę wolności… Warto przyjrzeć się bardziej refleksyjnie naszej tradycji i zapytać siebie, czy naprawdę warto ją kultywować? Czy wszystko w niej jest dobre?